Przeczytałam właśnie, że Woody Allen zaproponował Carli Bruni rolę w swoim nowym filmie, który nakręci w Paryżu… Ale pytanie – czy ona w ogóle potrafi grać? A pewnie że potrafi, mówi moje drugie ja: przecież zagrała wiele ról życiowych, no i śpiewa chyba też – to pewnie i gra. Hmm… no tak, Wanda, zazdrość przez Ciebie przemawia, bo też byś chciała śmigać po Paryżu, z tłumem kamerzystów i innych paparazzich za plecami! A owszem, chciałabym, chciała! I na kolację z Woody Allenem też bym się wybrała, bo uwielbiam go za tę jego autoironię i dystans, za te neurotyczne, ale jakże prawdziwe postaci. Nie raz i nie dwa rozśmieszał mnie do łez, i chwała mu za to. Każdy chciałaby zagrać u Allena, powiem więcej: ja to bym nawet mogła wystąpić w jego filmie jako Woody Allen. Wierzcie mi, moi drodzy, bo ja sobie wierzę: w tej roli też byłabym przekonująca, a co!
Ehh… rozmarzyłam się, ale cóż, każdemu się zdarza (przynajmniej się tego nie wstydzę). A zapomniałabym dodać, że tak naprawdę, to w ostatnich latach największe wrażenie u Woodego Allena robi na mnie jego… pracowitość. Takie może staromodne słowo. Ale sami przyznacie, że jeżeli facet co rok robi nowy film, a przecież do cholery teoretycznie JUŻ NIC NIE MUSI, to coś w tym jest. Szacun na mieście!, jak mawia mój młodociany sąsiad. Pewnie filmy są dla Allena pasją, a tego zawsze warto się trzymać. Ja też mam swoje pasje, a Paryż jest jedną z nich. Zaraz wejdę na YouTube i sobie popatrzę. O na przykład na ten kawałek:

Patrzcie, co znalazłem w sieci: http://www.dymie.yoyo.pl/